Beluna
Motywy Zielników zostały ujęte syntetycznie na granicy abstrakcji. Nie są to, bowiem obrazy ilustrujące konkretne rośliny, gatunki, miejsca, lecz wizje potęgi natury – jej kolorów w cieniu i ostrym świetle, żywiołów – wody i wiatru, cykli, biegów i nastrojów.
Obrazy przetworzone z rzeczywistości są zapisem wrażeń i wspomnień, których źródło tkwi w obserwacji przyrody. Natura tworzy najpiękniejsze kształty, kolory i kompozycje. Ukryte w jaspisie obrazy, doskonałe rzeźby skamieniałości, reliefy na korze drzewa - są niepowtarzalnymi dziełami nie do skopiowania. Należałoby więc może nie tyle naśladować efekt, co proces kreowania. Pozwolić na odruch, impuls, doświadczanie tego, co stanowi o przypadku.
Brak jednego punktu widzenia, wielość kadrów, mnogość nakładających się na siebie fragmentów jest wynikiem subiektywnego, „niewygodnego” patrzenia - perspektywy, która nie ułatwia spojrzenia na obraz całościowo. Z ogromnego kontekstu przyrody trzeba wybierać pojedyncze fragmenty, aby móc ogarnąć całość. Wypatrzony pośród wielu innych, liść - wprawi w zachwyt i zaraz potem zostanie włożony między białe kartki zielnika. Tam zaistnieje w nowym zbiorze i narzuconym porządku, wśród dalszych wycinków przyrody.
fragment
150x100cm
Papier, poddany działaniu wody, naciskom pędzla, przypadkowym mięciom i targaniu, nie wraca do poprzedniego stanu i utrwala te zabiegi. Na czystą biel pada barwna plama. Rozpryskuje się, płynie wzdłuż śladu wcześniejszego wgniecenia, zasycha i już tam pozostaje. Tuż obok pojawia się kolejna kropla zbrudzona wcześniejszym kolorem, miesza się z ciemnym konturem kleksa. Różowa smuga staje się kwiatem, ciemnozielona plama – owadem, brązowa struga – pniem drzewa.
Zielniki 1000x150
fragment 150x100cm
Rozważając istotę samego malarstwa, dążę do nieustannego weryfikowania medium. Akwarela nie zawsze sprzyja precyzji, nie toleruje poprawek i cyzelowania. Ponadto zawiera w sobie znaczny element przypadku. Kropla farby może przyczynić się do zaistnienia nieoczekiwanego efektu. Pofalowania na papierze nadają kierunek płynącym po nim kolorom. Przyglądam się tej pozornie niezależnej ode mnie grze barwnych cieni, pozwalam im na swobodne rozpraszanie się na płaszczyźnie. Ingerencja opiera się na przewidywaniu. Znając proces zachowania się plam, wpływam na ich układ. Decyduję o ich miejscu i znaczeniu dla całego obrazu. Ten dialog pomiędzy twórcą a obrazem nie trwa długo. Farba szybko zaschnie pozostając już tylko nieruchomym zapisem gestu.
czwartek, 10 lipca 2008
Czy można „zanotować” żywioł? Kolekcjonować te przeżycia, których doświadczamy wobec potęgi natury? Albrecht Dürer obudził się kiedyś z koszmarnego snu: (…) Przyśniło mi się jak chlusnęło z nieba mnóstwo wody. Pierwszy potok dotknął ziemi o cztery mile ode mnie, z wielka siła i szumem rozprysnął się i zatopił ziemię (…) Woda spadała z takiej wysokości, że wydawało się, iż płynie nieprzerwanie. Jak tylko potok uderzył w ziemię i woda zaczęła przybliżać się do mnie, zaczęło padać z taką szybkością, wichurą i wzburzeniem. Że przeraziłem się, drżałem na całym ciele i długo nie mogłem się uspokoić (…) Dürer przedstawił tą wizję w liście do przyjaciela na akwarelowym szkicu – na horyzoncie złotej ziemi roztrysnęła olbrzymia granatowo-szara struga wody rozlewając się po odległych równinach. Ciemnoniebieskie strumienie spływają wzdłuż płaszczyzny papieru jak gdyby pochłonąć chciały także patrzącego.
Artysta zapisał fragment nieogarniętego żywiołu, zamknął go w kopercie, aby ktoś mógł poczuć to same napięcie.
Nieśmiało podejmuję próbę utrwalenia własnych doświadczeń z naturą. Aby ktoś patrzący na Zielniki ujrzał nie płaską przyrodniczą ilustrację, lecz nasycone autentyczna emocją zapisy osobistych wspomnień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz